Odkryj historię gminy Konarzyny

PRZED I POD ZABOREM

Wizytacja Biskupa w 1889 roku

redner.jpg

 

W 1889 roku 11 lipca konarzyńską parfię odwiedził Biskup Leon Redner, urodzony 13 września 1828 roku w Nowem, jako syn nauczyciela. Był On Niemcem, język polski znał słabo. W latach 1886-1898 odbywał wizytacje w diecezji chełmińskiej, w czasie których mało przemawiał do wiernych w języku polskim. Jego stosunek do polskości uzależniał od rządu i niechętnie odnosił się do polskich aspiracji narodowo-religijnych. Nie wyraził zgody na odprawianie nabożeństw majowych twierdząc, że „Nabożeństwa kościelne mają zbyt wzniosły cel, aby mogły służyć jako narzędzie agitacji politycznej”. Jest jednak ważny dla Polaków aspekt. Mimo sprzeciwu Niemców zezwolił na coniedzielne nabożeństwo z polskim kazaniem w kościele św. Mikołaja w Gdańsku. 

Do Konarzyn Biskup przyjechał z Przechlewa pięknym, czterokonnym powozem. Około godziny 18.00 wjechał do wsi witany przez licznie zgromadzonych parafian. Powitania dokonali proboszcz Winter z wikarym Cyrą. Wśród zebranych byli również członkowie katolickich bractw modlitewnych, nie tylko z Konarzyn, ale i z kościoła w Swornychgaciach, który stanowił filię konarzyńskiego. Przy wjeździe do wsi mieszkańcy zbudowali dużą i imponującą bramę, przy której zatrzymał się powóz z Biskupem. Inicjatorką powstania tej triumfalnej bramy była Konstancja Piwonka, była również jej fundatorką i główną wykonawczynią. Pani Piwonkowa w sposób szczególny chciała pokazać, że w Konarzynach drzemie potężny duch katolicyzmu i polskości. Po śmierci męża Gaspara stała się od 1976 roku właścicielką cegielni i huty szkła w Konarzynach. Sama była córką znanego w Lipnicy  Ignacego Rutza (1799-1859), który posłował do ówczesnego sejmu pruskiego w Berlinie. Zaangażowanie Jej w przyjęcie Biskupa miało aspekt ambicjionalny.

Po oficjalnym powitaniu Biskup przy odgłosie bijących dzwonów przeszedł do kościoła. Parafianie odśpiewali starą pieśń po polsku " Kto się w opiekę". Następnie rozpoczęły się modlitwy, a po nich ks. biskup zabrał głos. Przemówienie składało się z kilku słów skierowanych do polskich mieszkańców wsi. Trwało też krótko, ponieważ ks. biskup miał poważne problemy z wymową polskich wyrazów. Większość zgromadzonych stanowili Kaszubi. Mając świadomość, że słuchający jego konarzyńscy parafianie i tak wszystkiego nie rozumieją zmienił język na niemiecki. Chwalił wyjątkowy wystrój kościoła w kolorach przyrody, zielonych iglastych wieńcach, liściastych dekoracjach i kolorowych kwiatach. W bardzo podobny sposób pani Piwonkowa postarała się ozdobić plebanię. To co czekało ks. biskupa w ciepły, późny wieczór przeszło już największe oczekiwania. Do parafii zjechało się całe okoliczne duchowieństwo, biskup do bardzo późnych godzin przyjmował rozmówców w małym ogrodzie przed plebanią. Podawano tam obfite posiłki, a atrakcją był pokaz sztucznych ogni w formie tutki papierowej z mieszankami palnymi, które wywołały wielokolorowe detonacje różnobarwnych iskier.

Rano 12 lipca o 6.00 rano biskup odprawił, czytaną Mszę Świętą podczas której kilkuosobowa, amatorsko-muzyczna grupa parafian stojąc na  głównym chórze odśpiewała starą, zapomnianą pieśń: " Po całym świecie niechaj chwała będzie, w Trójcy jedynemu, Wszechmogącemu Ojcu, i Synowi, Duchowi Świętemu:
We trzech Osobach jesteś jeden Panie,Nie pojmie tego człowiecze mniemanie, I rozum ustanie...".

Po mszy nastąpiła któtka przerwa na śniadanie, a o 8.00  odbyła się procesja i nauka dla kandydatów na bierzmowanie, którą przeprowadził ks. Engelbert Józef Biber z Brus. Proboszcz bruskiej parafii naukę w Konarzynach przeprowadził w języku polskim i niemieckim i trwała ona około 2 godzin. Następnie poza murami kościoła odbyło się bierzmowanie. Dlaczego nie w środku? Ponieważ sakrament ten dawany był bardzo rzadko, więc chętnych uzbierało się bardzo dużo. Ponadto w Konarzynach bierzmowani też byli mieszkańcy parafii borzyszkowskiej. Nie jest znana dokładna liczba osób, którym udzielono sakramentu. Prawdopodobne 1100 osób z konarzyńskiej i ze Swornychaci oraz 600 z parafii Borzyszkowy, których przygotowywał ks. Sucharski.

W kolejnym dniu wizyty 13 lipca biskup zakończył bierzmowanie i zarządził odpytywanie z dziesięciu przykazań boskich wszystkich uczniów okolicznych szkół. Podczas tego przewidzianego "sprawdzianu" z katechizmu obecni byli księża i nauczyciele, którzy odpowiedzialni byli za poziom przygotowania. Co ciekawe biskup przykazań pytał po polsku i w tym języku oczekiwał odpowiedzi od konarzyńskich dzieci. Jednak egzamin podsumował długą i nudną przemową po niemiecku.

Trzydniowa wizyta dobiegała końca, biskup zdążył jeszcze wnikliwie przeprowadzić kontrole finansową parafii. Na pożegnanie parafianie wielokrotnie wykrzykiwali " Wiwat niech żyje ks. Biskup... niech żyje !"... Około godziny 15.00 biskup musiał wsiąść do pociągu w Chojnicach by koleją dojechać do Pelplina i tu pojawił się mały problem. Skoro z Przechlewa przyjechał czterokonną doroszką to czym Go odwieść? Wyboru środka transportu wśród parafian nie było prawie żadnego, prócz kilku wozów zaprzęganych w woły lub krowy. Pomoc zaoferował Maxymilian Zierold właściciel majątku z Małych Konarzyn. Podstawił też piękny powóz, a woźnica na czas dowiózł biskupa do Chojnic. Pan Zierold był protestantem dlatego taki gest był napewno wyjątkowy. Być może kierował się dobrem wsi i życzliwym Mu konarzyńskim katolikom. Mało tego przed przyjazdem biskupa nakazał, by wszyscy katoliccy pracownicy na Jego majątku poszli na bierzmowanie. Decyzję taką podjął w lipcu, czyli podczas wzmorzonych prac żniwnych.

Ród Zieroldów z Konarzynek był bardzo zaskakujący w swoich decyzjach i postępowaniach. Potocznie mówiąc  "co pokolenie to inne nawyki...".

 

 

  • Orędownik: pismo poświęcone sprawom politycznym i spółecznym. 1889.07.17 R.19 nr161